Zaryzykujesz?

Codziennie przebywam z ludźmi. W szkole, na zajęciach, w kościele, wszędzie są różne osoby. Widać w nich wiele ran, które ujawniają się w relacji do drugiego człowieka, do podejmowanych decyzji itp. Większość z nas nie wie gdzie z tymi ranami pójść. Próbują jakichś ,,leków przeciwbólowych”, które uśmierzają ból na jakiś czas, a potem wraca on ze zdwojoną siłą i do tego nie leczą ran, a nawet zatruwają nasz organizm. Takimi ,,lekami przeciwbólowymi” są różnego rodzaju używki, ucieczka w gry komputerowe, internet, libacje alkoholowe, które mają na celu tylko upicie się, seks.
I przez jakiś czas wydaje się, że jest lepiej. Tak nie jest, bo to tylko zagłusza ból, który potem wraca spotęgowany, a także to wszystko jest źródłem kolejnych ran.
Coraz więcej osób chodzi ze słuchawkami w uszach. Są takie osoby, które, mimo lecącej w szkole muzyki, też to robią, próbują odciąć się tak jakby od wszystkiego co jest wokół.
Ja też często lubię włożyć sobie słuchawki do uszu, puścić muzykę i wtedy jakby mnie nie było.
My, ludzie XXI wieku boimy się! Tak, boimy się ciszy!
Jakże często zauważam sytuacje, kiedy nie ogląda się telewizji, a telewizor włączony. Byleby coś grało, byleby nie było ciszy.
Może też dlatego boimy się nocy, wtedy wszystko się wycisza, szept jest słyszalny czasem, jak normalna rozmowa. Boimy się ciszy!
Kiedy się zatrzymujemy, stajemy w ciszy, przychodzą do nas różne myśli. Dlaczego coś się stało? Dlaczego on mnie zostawił? Dlaczego umarła kolejna bliska mi osoba? Dlaczego, dlaczego, dlaczego…?
Boimy się ciszy, bo w ciszy możemy usłyszeć kim naprawdę jesteśmy.
Boimy się ciszy, też z jeszcze jednego powodu.
Bo w ciszy, przemawia Bóg.
Często się zastanawiam, czemu nie słyszę Boga. Był okres, kiedy miałem bardzo duże problemy z modlitwą. W tym samym czasie wraz ze znajomym księdzem pojechaliśmy do Warszawy. Tam byliśmy w muzeum, na pizzy, a pod koniec wędrówki wstąpiliśmy do kościoła na Łazienkowskiej, do Wspólnot Jerozolimskich. A jest to wspólnota monastyczna, która wielką wagę przykłada do ciszy i kiedy był czas na modlitwę osobistą, w ogóle nie mogłem się skupić, moje myśli cały czas biegały po kościele, aż w końcu się zebrałem. Zacząlem swoją modlitwę i otworzyłem Pismo Święte na tym fragmencie:

Jezus przed Herodem

8 Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego. 9 Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział. 10 Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie stali i gwałtownie Go oskarżali. 11 Wówczas wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą; na pośmiewisko kazał ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata.

I wtedy zobaczyłem w sobie Heroda. Ja czekałem na jakiś znak, na to, żeby On w końcu przemówił. A Jezus milczał. Milczał, bo pytania Heroda nie miały w intencji dowiedzenia się czegoś, usłyszenia Jezusa, żeby dostać jakąś prawdę życiową, jakąś wskazówkę na drodze. Nie, to było wystawienie Go na próbę, a Jezus mówił: ,,Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”.
I wtedy zacząłem rozumieć. Bracia i siostry ze wspólnoty, modlitwa w ciszy, fragment z Ewangelii, brak śpiewów podczas Eucharystii, tylko rozważanie przy dźwiękach delikatnego instrumentu strunowego. Potrzebuję w życiu ciszy, żeby wśród zgiełku świata usłszeć Boga. Może na zewnątrz, w świecie, wszędzie wokół mnie być głośno, ale we mnie, w mojej duszy może być cisza, w której mówi Bóg.
I w te ciszy usłyszałem dzisiaj słowa, żebym napisał i choć nie wiedziałem o czym, plany miałem inne, to Pan sam to pokierował. On na samym początku powiedział mi coś dla Ciebie.

,,Daj mi czas. Czas, abym mógł uleczyć twoje rany. Jaką radość będziesz mieć, kiedy zostaną one uzdrowione w mgnieniu oka? Żadną, bo i rana się nie zasklepi i zapomnisz o darze uzdrowienia. Daj mi czas, a wypełnię tą ranę sobą, tak, że nie zostanie po niej ślad. Zaufaj mi, moje dziecko, bo ukochałem cię odwieczną miłością, bo pragnę twojego szczęścia i nigdy cię nie opuszczę, nawet jeśli ty ode mnie odejdziesz. Tak bardzo cię ukochałem, że nic nie odłączy cię od mojej miłości. Powierz mi swą drogę i zaufaj mi, mój największy skarbie, a ja będę działał wielkie rzeczy w twoim sercu i przez ciebie. Zaufaj mi tylko i pokochaj mnie, bo jestem spragniony twojej miłości”.

Spróbuj dziś zaryzykować. Wyłącz telefon na chociaż pół godziny, zamknij się w pokoju albo znajdź miejsce, gdzie będzie cisza, miejsce w którym będziesz się czuł/a dobrze. I przez te pół godziny nic nie mów. Siądź sobie, zrób znak krzyża i powiedz: ,,Mów do mnie, bo słucham” i już nic nie mów, nic nie myśl. Otwórz się na Słowo. Nie mów o swoich problemach, pilnuj swoich myśli, żeby nie zaczęły gdzieś uciekać, żeby nie zmarnować tego czasu. Możesz wziąć krzyżyk, żeby skupić myśli na nim. I nic nie mów, słuchaj tylko.

Powodzenia,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *